Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zaproponowało nałożenie na producentów i importerów aparatów fotograficznych specjalnej opłaty, która byłaby przekazywana wydawcom książek i prasy. 1% ceny rekompensowałby straty powstałe wskutek kopiowania treści.
Ustawa o prawie autorskim zaleca, aby pomagać twórcom, którzy tracą na dozwolonym użytku osobistym. Nowoczesne technologie ułatwiają bowiem kopiowanie różnego rodzaju treści i tym samym zmniejszają zyski właścicieli praw autorskich.
Tego rodzaju haracze płacą już osoby kupujące czyste nośniki CD, DVD czy Blu-ray, karty pamięci, telewizory z twardymi dyskami. Dotyczy to nawet zwykłego, białego papieru (ksero to wszak bardzo nowoczesna technologia). Ministerstwo chce zresztą podnieść opłaty za papier.
Nie ma wątpliwości, że producenci i importerzy cyfrówek przerzucą koszty haraczu na klientów. Ceny wzrosną nieznacznie, ale będzie to kolejna kropla, która może przepełnić kielich konsumenckiej goryczy. Drugą kroplą będzie wprowadzenie podatku od drukarek (2%).
Producenci sprzętu oraz organizacje branżowe są przeciwne projektowi resortu. Słusznie zauważają, że w każdym normalnym kraju rząd robi wszystko, aby maksymalnie ułatwić dostęp obywateli do nowoczesnych technologii. Zyskują na tym wszyscy (oczywiście oprócz biznesowych dinozaurów).
Tomasz Partyka, dyrektor Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego, ostrzega, że kolejnym krokiem będzie wprowadzenie opłat za routery, karty sieciowe czy modemy. Bo one również ułatwiają dystrybucję chronionych prawem autorskim treści.
Ministerstwo mówi, że kontrowersyjny pomysł to tylko propozycja, nad którą odbędzie się jeszcze dyskusja. Jednocześnie zaznacza: „Bez wątpienia cyfrowe aparaty fotograficzne umożliwiają przy obecnym stanie techniki kopiowanie utworów drukowanych”.
Trudno się z tym nie zgodzić. Z drugiej strony można jednak zapytać: i co z tego? Nawet jeśli taka możliwość istnieje, większość użytkowników z niej nie korzysta.
Twórca, jeśli domaga się zysków z tytułu publikacji dzieła, musi udowodnić, że ktoś to dzieło wykorzystał. Dozwolony użytek powinien być naprawdę darmowy. Nakładanie opłat na wszystkich, „bo tak jest wygodniej”, to jednak rozbój w biały dzień.
źródło: wyborcza.biz