Sześć milionów Polaków nie ma dostępu do Internetu i nie planuje korzystać z Sieci w przyszłości. Eksperci twierdzą, że mamy do czynienia z ?grupą cyfrowych analfabetów?. Zachęcają rząd do edukowania tych osób.
Dostępu do Internetu nie ma połowa dorosłych Polaków. 20% pełnoletnich obywateli naszego kraju twierdzi, że nie chce tego stanu zmieniać. Nie potrzebuje internetowych kont bankowych, e-faktur czy webowego dostępu do usług świadczonych przez administrację publiczną.
Artur Marcinkowski z Fundacji Widzialni powiedział ?Gazecie Prawnej?: ?Nie muszę daleko szukać, by takiego analfabetę wskazać, to jest choćby moja mama, która nie potrafi się przełamać do korzystania z nowych technologii. W efekcie jej życie jest i trudniejsze, i droższe niż internauty?.
Cyfrowe wykluczenie doskonale widać na poczcie. Mało kto kupuje tam listy i znaczki. Większość osób przychodzi po to, aby zapłacić rachunki. Każda wpłata wiąże się z koniecznością uiszczenia prowizji. Razem to nawet 30-40 złotych miesięcznie. Przelewy internetowe są tymczasem w wielu bankach darmowe.
E-analfabeci to zwykle osoby starsze i słabo wykształcone. Nie rozumieją korzyści wynikających z korzystania z Sieci. Te z czasem będą nad Wisłą coraz większe. Przepaść między internautami a przeciwnikami Internetu będzie się więc pogłębiać.
Eksperci ubolewają nad tym, że rząd e-analfabetów opuścił. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych widzi to jednak inaczej i twierdzi, że na niwelowanie cyfrowych różnic wydało już 110 milionów złotych. Ze szkoleń dla seniorów korzysta jednak nawet dziesięć razy mniej ludzi niż na przykład w Skandynawii.
Rząd musi pamiętać, że pieniądze wydane na e-analfabetów to ta naprawdę inwestycja. Im więcej osób będzie korzystało z Sieci, tym mniejsze będą kolejki w urzędach. Spadną koszty obsługi ponoszone przez fiskusa czy ZUS. Państwo będzie mogło zmniejszyć liczbę urzędników. Tylko co wtedy ze wskaźnikiem bezrobocia?
Źródło: gazetaprawna.pl