Podczas odbywającego się w San Francisco spotkania Web 2.0 Summit, sir Tim Berners-Lee, twórca sieci WWW, udzielił wywiadu organizatorowi, Timowi O’Reilly’emu. Wyjaśnił w nim, dlaczego warunkiem zaistnienia Sieci była jej otwartość i ostrzegł przed udzielaniem nieograniczonego kredytu zaufania coraz popularniejszym chmurom obliczeniowym.
Sir Tim Berners-Lee jest przywódcą tak ważnych grup standaryzacyjnych jak World Wide Web Foundation i World Wide Web Consortium. Nic zatem dziwnego, że postrzega on próby niektórych korporacji zamknięcia informacji w wyizolowanych, własnościowych technologiach, jako zagrożenie.
?Jeśli Sieć byłaby mniej otwarta, użytkownicy byliby zmuszeni do przeczesywania licznych niepołączonych ze sobą silosów treści, aby znaleźć informację, której szukają. Jeśli informację trzymałby w SGML-u czy Wordzie ? ograniczałbyś ją? ? wyjaśnił twórca WWW.
Dla przyszłości WWW, zdaniem Bernersa-Lee, najważniejsze jest utrzymanie jej niezależności zarówno od rządów jak i korporacji. To jednak nie wszystko. Należy dążyć do tego, aby udostępnić poprzez Sieć w jak najszerszym stopniu informacje z sektora publicznego, a jednocześnie poszerzać do niej dostęp, z uwzględnieniem potrzeb różnych kultur ? obecnie bowiem ?zaledwie 20 do 25 procent ludzkości korzysta z WWW?.
Podczas rozmowy O’Reilly’ego z Bernersem-Lee padło ciekawe spostrzeżenie ? do sukcesu WWW przyczynił się błąd 404. Wprowadzenie go do projektu internetowej pajęczyny pozwoliło ludziom swobodnie ją skalować, bez obaw o zachowanie spójności połączeń.
?Link albo jest, albo go nie ma, dlatego musisz się upewnić, że system jest spójny. Ludzie myśleli, że to straszne nie być spójnym. To jednak działa dobrze w systemie zamkniętym, jak CD-ROM, ale nie gdy wszystko staje się coraz większe i większe? ? wyjaśnił twórca WWW.
Jeszcze w zeszłym roku dużo mówiło się o Web 3.0, sieciach semantycznych i tego typu wynalazkach. Dziś sprawa przycichła. Berners-Lee twierdzi, że większość ludzi nie zrozumiała o co chodzi, dlatego promuje obecnie prostszą koncepcję ? zlinkowanych danych. ?Nie chodzi tu o dodawanie znaczenia ? znaczenie jest już w istniejących bazach danych (?). Zlinkowane dane to prostsza koncepcja, polegająca na tym, że umieszczasz tu dane i przygotowujesz linki, abym mógł znaleźć to, czego szukam? ? powiedział Berners-Lee.
Mimo że trudno oskarżyć twórcę WWW o technofobię, to jest jeden trend we współczesnej Sieci, któremu on nie dowierza. Berners-Lee przyznał, że widoczne jest parcie ku tworzeniu coraz to nowych aplikacji działających w Sieci, ale zarazem ostrzegł, że koncepcji tej nie można obecnie zastosować do wszystkich kwestii.
?Kiedy robię coś związanego z finansami, to chcę robić to za pomocą oprogramowania, które jest zainstalowane na mojej maszynie. Chcę moc sobie instalować rzeczy? ? wyjaśnił. ?Natomiast aplikacjom webowym trudno zaufać. Jak ustalić, czy możemy zaufać programowi uruchamianemu w chmurze, gdy pobiera dane stąd, stąd i stamtąd? Trzeba rozwiązać problemy ze skrośnym skryptowaniem i wiele jeszcze popracować nad projektami [takich aplikacji ? przyp.red.]?.
Jeśli jednak znajdą się rozwiązania dla takich problemów, aplikacje webowe staną się ?naprawdę wspaniałe ? będzie można swobodnie mieszać oprogramowanie i wszelkie dane dostępne w Sieci? ? podsumował Berners-Lee.
Źródło: InternetNews.com